• Uroczysko Gryżyna

Kiszonki, ku zdrowiu i dla smaku.

Ostatnimi czasy wpadła nam w ręce książka napisana przez Pana Aleksandra Barona pt: "Kiszonki i Fermentacje". Zaczęliśmy zabawę w kiszenie, na pierwszy rzut poszły gruszki do deserów i jabłka do octu jabłkowego. Sam proces okazał się bardzo łatwy a kiszonki bardzo smaczne. Gruszki wyszły tak sobie, chyba były jeszcze za twarde. Ocet natomiast jest wyśmienity.


Wszyscy uwielbiamy ogórki małosolne, wczesnym latem, lub mocno ukiszone, jesienią. Kiszenie owoców i warzyw wraca ostatnio pod strzechy. Dzieje się tak z powodu powrotu do sprawdzonych przez nasze babcie sposobów przechowywania żywności.

U mojej babci po mieczu, Anieli, do której jeździliśmy każdego lata na żniwa (pisałem o pooranych kostkach ścierniskiem w pierwszym blogu z 20 września 20017), nie było lodówki. Jedzenie zawsze było jednak pachnące; chrupiący chleb, miękkie kremowe masło, pachnące wędzonką szynki i kiełbasy. Wówczas nie robiło się jedzenia na zaś. Jedzenia ogólnie brakowało i nie można było sobie pozwolić na marnowanie czegokolwiek. Dlatego każdego rana zbierano świeże warzywa, pieczono chleb, przynoszono jaja z kurnika. Wszystko co należało przechować dłużej; magazynowano w ziemiance, zalewano smalcem, zasypywano solą, suszono lub kiszono.

Produkty kiszenia zaskakują smakiem przy jednocześnie doskonałych właściwościach zdrowotnych; oczyszczają organizm, wzbogacają florę bakteryjną wspomagając trawienie, zmniejszają poziom złego cholesterolu by wreszcie dostarczyć witamin A, grupy witamin B, C, E czy K. Kiszonki są źródłem magnezu, wapnia, fosforu i potasu. Dużo się także pisze o profilaktyce antyrakowej i wpływie kiszonek na zapobieganie chorobie nowotworowej.

Bawiąc się w kiszenie odkryliśmy nowe smaki a zainspirowani lekturą Aleksandra Barona, wymyśliliśmy nowe przepisy.

Pierwszy z nich to sałatka z kiszonych buraków, kwaśnych jabłek, kopru włoskiego. Wszystko z dodatkiem sosu z musztardy francuskiej, miodu gryczanego i mętnego octu jabłkowego (własnej produkcji). Sól (lepiej miej niż więcej) i pieprz, którego nigdy nie żałuję.

Hitem też okazał się drink z wódki i soku z kiszonych buraków z tonikiem. Do szklanki z dwoma kostkami lodu wlaliśmy 50-tkę wódki, dosłownie trochę soku z buraków (nasz jest bardzo intensywnie chrzanowo-czosnkowy) i dopełniliśmy tonikiem. Drink okazał się rewelacyjny, ziemisty smak buraka zasmakował dojrzałą wiśnią. W zależności od intensywności soku z buraka, warto poeksperymentować z proporcjami.

Ostatnio "nastawiliśmy" marchew i pietruchę. Do słoika wlaliśmy pól szklanki soku z kiszonego buraka, dołożyliśmy korzeń chrzanu z innego kiszenia. Liczymy, że warzywa się pięknie ukiszą a po pokrojeniu będą miały piękną czerwona skórkę. Środek będzie mocno wybarwiony kolorem warzywa.

Już po dwóch dniach od wypełnienia słoika, kiszonka "chodzi". Bulgocze i pachnie wyrwaną z ziemi marchwią. Dodanie zaczynu z kiszonego soku z buraka, z pewnością znacznie przyspieszyło proces kiszenia, którego szczyt powinien nastąpić po 3 tygodniach.

0 wyświetlenia